12 maja 2013

Trzy kolory: Niebieski.


Namalowałam ból istnienia. 
Był przezroczyście niebieski.

Bolała głowa, bolało sine kolano i czerwone serce.
Niemoc jest gorzka, a duma głupia jak tłum.
Głupota lubi tłum, ale nie lubi zbiorowości. Dlatego zbiorowo zbieram zbiór pojedynczych argumentów, przecedzonych przez czarny rozum i czerwone serce. 
Juliette zadawała tysiące pytań, na które nie otrzymywała odpowiedzi. Szukała sposobu, kontaktu, świadomego wyboru. Błagała o włos akceptacji, o pięć niebieskich minut, pięć niebieskich słów.
I chociaż oczy miała zielone, naprawdę uwierzyła w prawo do szczęścia.
W geście walki podwinęła rękawy i pewnym krokiem podeszła do okna. 
Czuła tam Niebieskiego, którego nie mogła udźwignąć.

Namalowałam bolące serce.
Było przezroczyście niebieskie.


15 kwietnia 2013

Zabójca na receptę.

Egoist, Egoist, Egoist!
Zabijam ból tabletką zapomnienia, która daje ulgę na całe sześć godzin. To nadzwyczaj długo.
A potem ostra, cienka igła zabija moje wnętrze, zadając ból nie do wytrzymania.
Wariacje emocjonalne huśtają się na wodzy. Od czasu do czasu traktuję je wulkanem, bo co to za ekscentryk bez własnej huśtawki.
Irytuję się na dzień dobry, żeby mieć powód lub nawet go nie mieć. Dobrze mi z tym i zmienię się dopiero wtedy, kiedy widzimisię odkręci się w drugą stronę - z wiatrem.
Kocham czubek własnego nosa, wiesz? Jest naprawdę ładny.
I wszystko, co moje śmieje Ci się w twarz. To takie prozaicznie głębokie.
Jestem zdobywcą-drapieżnikiem o smaku cytrynowym. Może to gorzki smak, ale doskonale komponuje się z soczystym wnętrzem, zarezerwowanym tylko dla smakosza.

Tak bardzo lubię jeść, ale jestem bezradny.
Przez lata karmiłem się pomarańczami, łykałem ideały i wierzyłem w nie tak cholernie mocno, że szkło wygrało z odbiciem.Jeden-zero dla lustra.
Charakter ćwiczony, charakter ciągle nieujrzamiony. 
Jestem złym człowiekiem, człowiekiem samotnym.
Samotnym i złym.
Człowiekiem.
Samotnym.
Złym.
Jestem.
Rozdarty - szukam dalej.

13 kwietnia 2013

Adama romantyczna idea ojczyzny i powinności patriotycznych.


Wizerunek Polski, ojczyzny, ewoluował wraz z trzema rozbiorami kraju.  W okresie międzypowstaniowym (1830-1863) to Wielka Emigracja kształtowała zbiorowe myślenie o przyszłości. W polskiej myśli historycznej dominowały koncepcje Joachima Lelewela, który społeczno-politycznego katharsis upatrywał w przywróceniu starodawnych zasad gminowładztwa, przez powrót do jego tradycji. W przeciwieństwie do racjonalistów, którzy naród określali mianem obywatelskiej wspólnoty politycznej, Lelewel snuł wizję historii, w której podmiotem dziejów jest nie państwo, lecz naród, a główną siłą motoryczną jego idea. Stanowisko to przyniosło ze sobą całkowicie odmienne spojrzenie na przeszłość ojczyzny, poszukując w niej tak ważnych dla romantyzmu elementów indywidualności. Ówczesne społeczeństwo polskie było przekonane, że upadek państwa nie jest równoznaczny z unicestwieniem narodu. Również historiozofia romantycznych poetów, a w szczególności Adama Mickiewicza, przyczyniały się do wiary w tę tezę.
Mickiewicz oraz Lelewel prezentowali pokrewny ideowo model walczącej o wyzwolenie Polski, jak i jej przyszłe oblicze. Wizję tę przenikała idea narodu jako czynnika nadrzędnego w dziejach, w których państwo było tylko formą, narzędziem dla celów, jakie realizować miał naród, wspólnota działająca samorzutnie, spontanicznie, z własnego popędu, kierująca się motywami moralnymi. Była to postawa, która w obliczu niebezpieczeństwa utracenia narodowości w mocarstwach zaborczych stawała się nakazem patriotycznym, który indywidualizował rangę narodu, spełniając tym samym postulaty ideologii romantycznej. Indywidualność ideowych wartości Polaka kształtowała się na Słowiańszczyźnie, w której zarówno Mickiewicz, jak i Lelewel upatrywali kolebkę walorów społecznych i moralnych, a więc przywiązanie do narodowości, wolności i równości obywatelskiej. O ile Lelewel zachwycał się gminnowładztwem i zabytkami kultury Słowian, krytykując przy tym religię, o tyle Mickiewicz głównie chrześcijaństwu przypisywał prekursorstwo zjednoczenia Słowian, w następstwie którego sprzęgły się z sobą nierozerwalnie w Polsce wolność i religia, posłannictwo obrony jednej i drugiej. W Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego czytamy: Był tedy Naród polski od początku do końca wierny BOGU przodków swoich (…) I szły króle polskie na obronę Chrześcijan w dalekie kraje, król Władysław pod Warnę, a król Jan pod Wiedeń, na obronę wschodu i zachodu (…) I nagrodził im BÓG, bo wielki Naród, Litwa, połączył się z Polską, jako mąż z żoną, dwie dusze w jednym ciele. Dawna Polska właśnie wolność umiłowała ponad wszystko. Braterstwo ludów i bezinteresowne poświęcenie okryły ją płaszczem chwały. Mickiewicza pojęcie narodu skupiało się głównie na wspólnocie kulturowej, a nie suwerennym państwie. Język, kultura z literaturą na czele, a także tradycja i religia były elementami składowymi, które wiązały różne warstwy społeczne w jeden, zintegrowany byt narodowy. Zofia Stefanowska zauważa, że Mickiewiczowski patriotyzm domagał się najwyższej, boskiej sankcji. Prawo narodu opierał na autorytecie najwyższym. Moralno-religijny porządek świata był dla niego porządkiem, w którym byt narodu i jego walka nabierały pełnego sensu. Cierpienie w imię wolności nabiera w tym przypadku sensu celowej ofiary, staje się konieczne w imię wspólnego dobra. Samo pojęcie patriotyzmu u Mickiewicza nieodzownie wiąże się z emocjonalnością, ponieważ określane jest jako postawa uczuciowa. Badaczka zauważa także, że owa emocjonalność nie wynika jedynie z ustroju psychicznego Mickiewicza, ponieważ była wszechobecna w podejściu do sprawy narodowej przede wszystkim w kręgach narodów uciemiężonych, zniewolonych.
W przeciwieństwie do Zachodu, gdzie prym wiodły „bałwany”, symbolizujące odejście od chrześcijaństwa oraz brak moralności – Honor, Preponderencja albo influencja polityczna, Panowanie na morzu i Handel, Dobrobyt oraz Interes - jeden Naród polski nie kłaniał się nowemu bałwanowi. To umiłowanie wolności i wiary ściągnęło na Polaków zemstę „trójcy szatańskiej”, która była przeciwna Trójcy Bożej, i była niejako pośmiewiskiem i podrzyźnianiem wszystkiego, co jest święte. Dopiero kiedy zło zaborców osiągnęło punkt kulminacyjny, umęczony naród polski mógł oczekiwać odbudowania swojego państwa, które miało przywrócić panowanie zasad chrześcijańskich w stosunkach politycznych całej ludzkości. Wizja Mickiewicza w bardzo widoczny sposób łączyła ze sobą ekonomię narodową z ekonomią boską. Misja Chrystusa jest figurą misji tego narodu, upadek jego i zmartwychwstanie (jako konieczna konsekwencja upadku) rozłamuje historię na dwie części, tak, jak w eschatologicznej historiografii chrześcijańskiej rozłamywało ją przyjście Chrystusa. Męka Chrystusa w kontekście klęski narodu posiadała potężną siłę emocjonalną, która odpowiadała ideałom patriotycznym autora. Stefanowska trafnie ujmuje wzajemną zależność narodu i Chrystusa w Księgach, twierdząc, że profetyzm patriotyczny ukształtował obraz Chrystusa w Księgach narodu, ale i analogia Chrystusowa oddziaływała na ideologię narodową Ksiąg.
Według Mickiewicza dziejom Polski od zawsze przewodniczył duch chrześcijański. Nawet położenie geograficzne narzucało krajowi ciężar obrony cywilizacji chrześcijańskiej przed Mongołami i Turkami. W obliczu rozłamu słowiańskiego Polski i Rusi  zmieniły się także modele polityczne obydwu państw. Kiedy Rosja zmierzała do jedynowładztwa, w Polsce o losach kraju rozstrzygała zbiorowość, „wielka rzesza miliona obywateli”. Dobra wola obywateli była źródłem wszelkich decyzji państwowych, jednak Serejski słusznie zauważa, że kiedy pod wpływem zagranicznych zwyczajów słabną cnoty obywatelskie, słabnie także siła państwa. Dokonanie jakichkolwiek reform w państwie wymagało odwoływania się do uczuć szlachetnych, do tego, co w narodzie było wielkoduszne - szlachta odrzucała wszelkie racjonalne argumenty, broniąc swej wolności za wszelką cenę. Mickiewicz doskonale zdawał sobie sprawę z owej sytuacji. Według niego jedynie duch narodowy i jego moralne wartości mogły naprawić to, co się skaziło – Rzeczpospolita musiała doświadczyć cierpienia, jakie zesłała na nią Opatrzność.
Dzieje Polski – chrześcijańskiej, wolnej i odrodzonej, miały zaprzeczać nowożytnej państwowości i tym samym ideom naprawy państwa, postulowanym przez Sejm Czteroletni. Sam Mickiewicz napisał: Skreśliłem ideał państwa polskiego; ale Polska daleka była od zupełnego jego urzeczywistnienia. Miała w tej mierze wielkie trudności do pokonania; cała Europa zmierzała ku odmiennym pojęciom; Europa stawała się materialistyczną, scholastyczną, formalistyczną, metafizyczną, ale nie mogła zrozumieć tego życia, tak różnorodnego, tak rozmaitego; nazywała je bezładem. Słowa te utwierdzają nas w przekonaniu, że mimo alienacji Polski w Europie, mimo gorszej sytuacji materialnej i gospodarczej, poczucie moralności i gotowość do poświęcenia sytuują jej ustrój o wiele wyżej. Koncepcje Lelewela i przede wszystkim Mickiewicza rewaloryzowały przeszłość Rzeczypospolitej, budując tym samym nowy model ojczyzny, w której to nie państwo, a naród decydował i stanowił o jedności narodowej oraz o indywidualności dziejów Polski.

8 marca 2013

Upiłem talent pisarski, którego nigdy nie było.

Gdyby zabrali mi słowa, byłbym pustym mężczyzną. 
Byłbym mężczyzną zaledwie, bo do poety albo artysty - brakowałoby mi stu lat nostalgii i tysiąca dwustu butelek wina. 
Czym zwabić pegaza? Czym Fryderyka?
Zygmunta mam głęboko, bo wpadł w wir swoich spraw i nie ma dla mnie ani odrobiny uwagi. Nie rozmawiamy, nie widujemy się. Stara Starówka, rówka, krówka.
Może pegazy lubią mleko?
Jest wieczór. Ciepłe mleko, miód czekolada i ja. 
Nie przyszedł.
Nie gadam z pegazami. Mają zbyt białe skrzydła.

Zostałem pijakiem - biedakiem z dworca nie powiem jakiego, żeby wizja dawała dowolność interpretacji.
Uciemiężony mężczyzna z sakiewką doświadczeń i niebieską butelką.
Najbardziej boli umysłowa pustka. Kolejny cios zadaje niemoc odziania słów w odpowiednią odzież, która dla społeczeństwa stałaby się pożądaniem.
Zabolało. Mam mnóstwo siniaków i fioletowych komórek.
Czy to sprawia, że jestem bardziej atrakcyjny?
Skradziono mi sakiewkę, dobrze, że butelki nikt nie zbił.
Niebieska butelka. Niebieska, butelkowa butelka.
Lubię zimne kolory.



7 marca 2013

Tęsknota konstrukcji.

Zamknęła się w schemacie.

Wieczór samotności zaowocował zdaniem sobie sprawy z cudowności vanitas. 
Lubiła huśtawki, dlatego bujała dzień i noc, dzień i noc, wieczór. Czarna okładka spoglądała na nią zagadkowo i uświadamiała, że ilekroć wkraczała w sferę planów, oszukiwała się od początku.
Przekreślała obłoki czarnym długopisem z cienkim wkładem. 
I szuka i szuka sensu, który da jej pewność siebie i satysfakcję. 
Bo usycha.
Czy nazwie sens jednym słowem? Czy dopłynie do dnia, w którym to, co na pewno zatopi to, co teraz? Przepływa już jakieś dwa metry, jeszcze dwieście dwadzieścia dwa i powiem o niej - pływak na pewno wyborowy. 
Gdzie podziała się dusza z 2011? Ani to millenium, ani to chiliazm. 
Kiedy przeczytała lekkość, beztroskę i ciepło, uroniła sentymentalną łzę.
Tęskniła do tej tam i wtedy - tu i teraz.
Odpychała na pewno, zamykała przed nim bramy umysłu i drzwi serca. 
Nostalgiczne wieczory dekonstrukcji.
Osobowość.
Nostalgiczne wieczory.

Bez-osobowość.
De-konstrukcji.

5 lutego 2013

Granica.

Myślał o niej tak, jakby miała oczy ciemne i matowe. Teraz w słońcu zobaczył, że są jasne. Miały kolor na przemian przezroczystobrązowy albo zielony i były pełne światła dziennego.

Na pewno zielony. Zielono-nadziejowo-zieleńszy, zielononadziejowozieleńszy.
Zielone, jak butelkowy zielony. Chociaż marzyła o królewskim, okraszonym połyskiem kobaltu granacie, zadowalała się zielenią wewnętrzną. 
Telefon nie dzwonił.
Nieustannie miała w głowie jego uśmiech - pełen tajemnicy, zapierający oddech i zamrażający myśli. Uśmiech, który przyprawiał ją o dreszcze i wzrok, który piorunował rumieńcem zaciskającym gardło. Z miliona myśli biegających po głowie zdobywała się tylko na ukradkowe spojrzenia i zdawkowe wypowiedzi o niczym.
Ale była pewna, ze nie pozostaje obojętna.
Widziała to wtedy, widziała kolejnym razem. Tak cholernie nie powinna, ale tak bardzo nie potrafiła sobie odmówić.

Zatopi to w butelce wina. Niebieskiej! Utopi w wannie. Przezroczyście widzialnej!
Albo nie. Albo przeciwnie.
Pani sama sobie, pani sama sobie, samasobiepani.

On ma zadrapaną rękę! Ona nie powinna.
Ale nie przeprasza.


16 stycznia 2013

! ! ! POMÓŻMY MAŁEJ BEATCE ! ! !

Kiedy znasz kogoś całe życie, kiedy spędzasz z nim najpiękniejsze chwile dzieciństwa, nie posiadasz się z radości, kiedy będąc dorosłym, możesz patrzeć na szczęście tej osoby.
Ja nie mogę patrzeć. Jej córeczka - Beatka jej nieuleczalnie chora. Proszę, pomóżcie tej małej, wspaniałej dziewczynce przeżyć jeszcze jeden dzień.
Was to nic nie kosztuje - dla Niej i dla jej Rodziców to coś najważniejszego w życiu.



Dziękuję z całego serca!!!



6 stycznia 2013

Improwizacje Adama część 2.


Dotychczasowe życie Mickiewicza diametralnie się zmieniło pod wpływem dwóch osobistości – Józefa Oleszkiewicza i Andrzeja Towiańskiego. W przypadku Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego Oleszkiewicz (1777-1830) zajmuje szczególną pozycję, ponieważ jest jednym z ich czterech patronów ideowych. W pierwotnej redakcji utworu czytamy: Te są <rady> Xięgi narodu i pielgrzymstwa polskiego, niewymyślone są, ale zebrane z dziejów narodu polskiego, i z opowiadań i z nauk pielgrzymstwa ludzi pobożnych i poświęconych za ojczyznę. - oraz ciąg dalszy: A szczególnej z nauk polaka który się nazywał Oleszkiewicz i umarł niedawno(...). Oleszkiewicza – malarza, masona i mistyka Mickiewicz spotkał w Petersburgu. Był on wyznawcą martynizmu – filozofii XVIII-wiecznego francuskiego mistyka Klaudiusza de Saint-Martina, popularnej w arystokratyczno-wolnomularskich kołach rosyjskich. Postać samego Oleszkiewicza tonie w mroku – wieści o tym w co wierzył i co propagował są urywkowe i często przypadkowe. J. Przecławski (redaktor „Tygodnika”) twierdzi, że: Jego doktryna przypominała w pewnych punktach naukę Saint Martina, ale była jego własną. Zaszedł on daleko głębiej od francuskiego illuminata w niektórych rozgałęzieniach, jak w teoriach o powołaniu Człowieka Ducha (du ministère de l'Homme-Esprit), o mistycznym znaczeniu cierpień (des pâtiments) i innych. S. Pigoń natomiast zauważa, że w teoriach Nieznanego Filozofa zainteresowała malarza szczególnie nauka o wybrańcu bożym oraz o mistycznym sensie cierpienia, a więc te właśnie dwa ich aspekty, które silnie przemówiły do Mickiewicza i które będą w Mickiewiczowskiej mistyce dominować.
Józef Oleszkiewicz wierzył, że „czasy zbliżają się ku końcowi”. Był to popularny w okresie ponapoleońskim prąd chiliazmu (z gr. chilioi - tysiąc), który odcisnął swoje piętno w romantyzmie niemieckim i Rosji czasów Aleksandra I, w której chętnie słuchano apokaliptycznych proroctw, głoszących nadejście wielkiego przełomu. Chiliastyczny schemat wypełnienia się dziejów lawirował między kontrastem – najpierw okres klęsk, wstrząsów, prześladowań, a potem nadejście Królestwa Bożego na ziemi. Co istotne, czas owych niepowodzeń sprzyjał tendencjom chiliastycznym, które pomagały zrozumieć ich sens i wszechmoc Boga. Nadejście Królestwa Bożego jawiło się wobec tego jako idylliczna wizja, na której Mickiewicz zbudował Księgi. Oleszkiewiczowski cień, który przyszłe wypadki rzucają przed sobą, był wizją, która dała początek mesjańskiej perspektywie eschatologicznej. Ideę głoszącą, że naród polski wziął od Boga osobiste posłannictwo prowadzenia ludzkości drogami pańskimi zaczerpnął Mickiewicz wprost z Oleszkiewicza, który wierzył, że w Biblii odnajdziemy prefigurację całej przyszłej historii ludzkości. Wiktor Weintraub zauważa, że taka interpretacja Pisma Świętego ma swoją starą tradycję, zapoczątkowaną przez pierwszych apologetów chrześcijaństwa, którzy wierzyli, że w Starym Testamencie znaleźć można prefigurację Nowego, że zapowiada on Chrystusa. Odpowiedź na pytanie czy Oleszkiewicz był prekursorem mesjanizmu narodowego nie jest zatem jednoznaczna. Nie świadczą o tym dobitnie żadne źródła. Owszem, wiara w mistyczną solidarność pokoleń, w cierpienia synów za grzechy ojców i w nagrodę, jaką jedne pokolenia przynoszą następnemu leży u podstaw mesjanizmu, jednak sama w sobie jeszcze nim nie jest. Mickiewicz na pewno zaczerpnął z Oleszkiewicza przekonanie o bezpośredniej interwencji boskiej w sprawy ludzkie, przejawiające się poprzez wielkie kataklizmy dziejowe, a tego rodzaju prowidencjalna koncepcja dziejów była przyczynkiem do powstania mesjanizmu narodowego. Istotne jest też to, że w obliczu tak wielkiego wpływu, jaki Józef Oleszkiewicz wywarł na Mickiewicza należy przypisać mu jeszcze jedną, największą zasługę – to właśnie on, interpretując jego improwizacje jako wybraństwo boże, utwierdził poetę w przekonaniu o jego wieszczym posłannictwie.

1 stycznia 2013

Pełen idei, romantyczny Adolf.


Zanim Adolf Hitler stał się postacią, którą postrzegamy dziś niemal wyłącznie przez pryzmat zbrodni, był również dwunastoletnim chłopcem, mającym swoje pasje. Wraz z przyjacielem Augustem Kubizkiem uwielbiał muzykę klasyczną. O ile Kubizek doceniał wielu twórców, o tyle Adolfa interesował jedynie romantyczny Ryszard Wagner. Wysłuchanie Lohengrina w operze w Linzu okazało się ziarnem, z którego po dziesięciu latach wykiełkował prawdziwy Rycerz Łabędzia z zamku Graala. Kompozytor stał się dla niego prorokiem, jego dzieła objawieniem, przedstawienia operowe zaś – komunią. W roku 1906 podczas wysłuchania Wagnerowskiej opery Rienzi na Hitlera spłynęło decydujące powołanie. Rewolucja Rienziego była walką rzymianina za Niemcy przeciwko papiestwu. Opera ta była programem politycznym dla Rzeszy, przechodzącej wtedy kryzys tożsamości (były to lata 1838-40, kiedy Wagner komponował swoje dzieło). Adolf zrozumiał, że fascynacja Wagnerem nie była przypadkowa. Był pewien, że Rienzi opowiada jego własną historię. Oto było jego przeznaczenie – stać się Rienzim Niemiec, poprowadzić zhańbioną Rzeszę ku jej niegdysiejszej wielkości, uwolnić ją od tych, którzy, jak sądził, przyczynili się do jej upadku - „papistów” oraz Żydów!
Uwielbienie dla kompozytora romantycznego było bezgraniczne. Parsifal – ukoronowanie jego wszystkich dzieł, było już trzecim, z którym po Lohengrinie i Rienzim identyfikował się Adolf. W 1936 roku wyznał: Z Parsifala zbuduję sobie moją religię. Legenda o świętym Graalu – kielichu Chrystusa z Ostatniej Wieczerzy – stała się punktem wyjścia dla Parsifala. Dla szlachetnego rycerza najwyższym celem nie była obrona Grobu Pańskiego, a służba przy świętym Graalu. Grób bowiem jest pusty, a Chrystus żyje w sakramencie Eucharystii, którą symbolizuje ów kielich – naczynie w którym wino przemienił w swoją krew. Z czasem, kiedy legenda Graala zautonomizowała się kulturowo, pojawiła się również wersja, w której Graal przedstawiany był nie jako kielich z Ostatniej Wieczerzy, a jako naczynie, do którego Józef z Arymatei zbierał krew Chrystusa wiszącego na krzyżu, gdy rzymski legionista przebił mu bok włócznią.
Wizja Wagnera została skrytykowana przez Liszta i Nietzschego, którzy określali ją mianem „czystego mistycyzmu, opery „zbyt chrześcijańskiej i zbyt ograniczonej”, jednak sam mistrz odrzucał tradycyjną, chrześcijańską interpretację Parsifala. Wg Wagnera – to jezuici wydali świat w ręce Żydów, przez co wszystko zostało stracone. To właśnie Wagner, a nie Hitler poprzez rozpowszechnienie nowej religii chciał zbawić Zbawiciela od jego żydostwa. Obaj wierzyli w Aryjskiego Chrystusa – niebieskookiego i jasnowłosego. Dla Wagnera Chrystus nie był potomkiem Dawida, a Galilejczykiem, którego potem z łatwością przerobił na Aryjczyka, potomka nordyckich Aryjczyków, którzy osiedlili się u stóp wzgórz Golan i przejęli wiarę żydowską. Podczas jednej z rozmów w 1941 roku Hitler zaś obwieścił: Galilejczyk, którego potem nazwano Chrystusem, [...]był ludowym przywódcą, który opowiedział się przeciwko judaizmowi. Galilea była oczywiście kolonią, w której Rzymianie osiedlili galijskich legionistów, a Jezus z pewnością nie był Żydem. Przecież to Żydzi zwali go synem nierządnicy – nierządnicy i rzymskiego żołnierza […] Zamiarem Galilejczyka było wyzwolenie od Żydów galilejskiej ojczyzny, a w swej nauce zwracał się przeciw żydowskiemu kapitalizmowi, dlatego też Żydzi go zabili. Chrystus był Aryjczykiem.
Tak, jak Rienzi przypominał rzymianom o dawnej wielkości, tak Wagner przedstawił świat mitów i legend jako świat ideałów. Uważał się za twórcę religii Chrystusowej, całkowicie pozbawionej żydowszczyzny. W liście do króla bawarskiego Ludwika II z 31 marca 1880 roku pisał: Czuję, jakbym mógł jeszcze dać światu wielkie szczęście. Zdaje mi się mianowicie, że mógłbym uzmysłowić żałośnie wynaturzonej ludzkości powód tego wynaturzenia i ukazać jej wyraźniej Chrystusa Zbawiciela. Dla Hitlera Wagner był największym Niemcem, jaki kiedykolwiek się narodził, a zarazem największym prorokiem, jakiego posiadał naród niemiecki, jedynym prekursorem, do jakiego się przyznawał – pierwszym prorokiem narodowego socjalizmu. Parsifal – poszukiwacz świętego Graala, Fryderyk Barbarossa – włoski Rienzi i Lohengrin – wybawca z dalekiego zamku Graala złożyli się w jeden wspólny obraz, którego apokaliptyczna wizja przerodziła się w zmierzch bogów, dokładnie taki, jak w ostatniej części teatrologii Pierścień Nibelunga. Wizja świata Wagnera była zbieżna z tą przedstawioną w utworze – Żydzi stali się uosobieniem karłów, szlachta i kler – uosobieniem bogów, Zygfryd zaś – aryjskim bohaterem, który jako jedyny zdolny był do uwolnienia ludzkości spod władzy karłów. 
Mimo euforii germańskości, jaką rozbudziły prorocze wizje mistrza z Bayreuth, nie możemy posądzać go o prekursorstwo Holocaustu. Michael Hesseman zauważa, że mimo iż Wagner chciał zagłady żydostwa, to przede wszystkim dlatego, że widział w nim synonim nowoczesności, a więc kultu mamony, liberalizmu, postępu, demokracji i nauki. W swojej broszurze Das Judentum in der Musik (Żydostwo w muzyce) z 1850 roku pisał: Weźcie bez wahania udział w tej samowyniszczającej, krwawej walce, będziemy wtenczas nierozerwalną jednością. Domagając się w Parsifalu „zbawienia dla Zbawiciela” miał na myśli przezwyciężenie żydostwa na rzecz „zbawienia ku prawdziwemu człowiekowi”. Bez wątpienia jest to skrajna forma antyjudaizmu, jednak zniszczenie kultury i religii żydowskiej nie jest wezwaniem do ludobójstwa, na jakim swą samozwańczą rolę zbawiciela narodu niemieckiego oparł Adolf.

22 grudnia 2012

Stąpanie, Panie.

Wśród nieujawnionych pragnień kobiecych prym wiedzie przednia rola męska. Miała okryć chwałą odtwórcę, przebić się przez pancerz społeczności i porwać tłumy do walki o istotę indywidualnego jestestwa. Jedna myśl przemykała przez głowę - co uczynić moim Graalem?

Richard Wagner, Parsifal

Szukam priorytetów.
Przemierzyłam pieszo miliony kilometrów, od miliona zaczynam ścieżkę. Krok za krokiem, krokiem po kroku. Nie narzekam, że bolą mnie nogi, nie jęczę, że nie mam sił.
Bagaż doświadczeń staje się tak nieprzyzwoicie ciężki, że lepiej byłoby go porzucić. 
Nie spadnę z chmury?
Nie połamię kości?
Wypijam z Graala resztki oszukanej krwi. Smakuje słodko-gorzkim występkiem cierpiętnika, który wolę zapomnieć niż ocalić.
Przelewam wodę, z bąbelkami. Jest przezroczyście przejrzysta. Zatapiam w niej wzrok spragnionego grzesznika, który trzymając Graala, posiadł ziemię na wyłączność.
Narracja życia Parsifala rodzaju żeńskiego nakazuje wierzyć, że woda zamieni się w krew, a bąbelki wstrzymają oddech.

17 grudnia 2012

Uwiedziony.

Zmęczonym palcom zafundował rozbudzenie. Sennym uszom relaks z głośników. Oczami posmakował głębi wieczoru.
Naprawdę rozkoszował się szeptami ciszy i węszył tak głośno, że od razu dało się zauważyć, co chodziło mu po głowie.

Czuł zmysłowe pomieszanie, jakie na długi czas zamknął w piwnicy.
[W piwnicy kiedyś trzymano, a trzymano.]
Opuszkiem palca wskazującego prawej dłoni podążył za ścieżką, jaką wyznaczyły minutę temu jego oczy.
Stała jak posąg. Nieruchomy.
Czubek głowy stał się aksjomatem początkowym i namacalnym. Palec wskazujący zjechał niżej i lękliwie zatrzymał się na karbowanych ustach.
Stała jak posąg. Schłodzony.
Otoczył jej usta spragnionym ruchem nastoletniej miłości i przemógł wstyd, aby zatrzymać się na szyi, która prosiła o zdecydowany dotyk dłoni.
Stała jak posąg. Nieosiągalny.
Zacisnął place dookoła smukłości i nie mógł dłużej oszukiwać instynktu. Lewa ręka podświadomie zawędrowała niżej, gdzie co chwila rodzi się serce esencji pożądania.
Stała jak posąg. Uległy.
Ilekroć spoglądał na klarowne spojrzenie - nie mógł odmówić sobie ani kropli jej boskiego smaku, ani sekundy upajania się jej zapachem.
Otworzyła przed nim drogę. Do siebie.
Piękna, wykształcona i ozdobnie pachnąca. 
Przezroczyście brązowa.
Piwna przyjaciółka.

26 listopada 2012

Dziewczynka z lokami.

W całej krasie [...] odnalazła smak spełnienia, za którym pędziła na oślep.
Nie otwierała oczu, bo uważała, że to dla niej zbyt wiele. Biegała w koło i nie wiedziała, że jedyną prawidłowością w tym szaleńszym pędzie było poszukiwanie powalone na łopatki już na wstępie.
Wytężała zmysły i usilnie wierzyła, że wiatr przywieje ze sobą zapach, o którym śniła.
Jest tego pewna.
Nie pamięta żadnego ze swoich snów, ale tego jest pewna, jak żadnej, cholernie złudnej rzeczy na świecie.

Jej wizja prawie idealna albo idealna nakazywała wierzyć ślepo albo z zamkniętymi oczami, że jako istota wyjątkowa albo wyjątkowo świadoma może więcej albo wszystko.

Jej wizja prawie idealna nakazywała wierzyć ślepo, że jako istota wyjątkowa może więcej.

Jej wizja idealna nakazywała wierzyć z zamkniętymi oczami, że istota wyjątkowo świadoma może wszystko.

Od tej chwili wiedziała, że już nigdy nie będzie bawić się w półśrodki.
Zamykała oczy szeroko.


21 listopada 2012

Pomarańczowe podsumowanie.

Zatapiam w pomarańczy opuszki palców. Opuszkami palców dotykam zmysłów na tyle, żeby łechtać ich próżność i zatapiać się w niej namiętnie, chwytając każdą kroplę soku.
Rachunek sumienia rozpoczynam od alkoholu.

Myśli, że kiedy w butelce zobaczy dno, powie sobie, że tak smakuje spełnienie.
Wzięła łyk.

W moich myślach pojawiają się obrazy spraw niedokończonych. To drobiazgi, które każdego dnia ważą coraz więcej. Próbuję je poukładać, trzymając się przy tym systemu wartości wyższych i niekoniecznie wysokich.

Pomyślała, że kolejny łyk zbliży ją do ideału.
Łapczywie zachłysnęła się wiązanką wspomnień, które uprzednio ukryła głęboko w pamięci. Mentalna zdrada, nieczyste myśli, herezje filozoficzno-intelektualne. Stop.
Kolejny łyk.
Kolejny, kolejny.
Powoli widać dno butelki.
Burza myśli i wspomnień, o których wolała zapomnieć toczy wojnę. Nie śniło jej się to. Zaszufladkowała i wyrzuciła klucz. 

Myślałam, że to pomoże.

Stuprocentowa szczerość, jasność i przezroczystość sumienia biorą górę.
Spełnienie samoświadomości, podążającej za wyrównanymi rachunkami ma smak białego Martini. Dno butelki okazuje się przewrotne. Zamiast spełnienia do głowy dobija się niedosyt.

Z niedosytem jestem na ty. Znamy się nie od wczoraj i przeszliśmy razem niejedno. Każde >nie< potęguje smak, bez którego nie sposób się obejść. Każdy łyk przywołuje wstydliwe trudności, o których zapomnieniu marzę tak często, jak często wiem, że żyję.
Zostałyśmy razem.
Tak samo puste, tak samo przezroczyste.
Moja przyjaciółka butelka i ja - jej wierna towarzyszka bojów ostatecznych.

11 listopada 2012

Aryjski Chrystus.

(...) masowy morderca był człowiekiem poszukującym sensu, który najwyraźniej sklecił sobie własną religię ze zlepków tradycji duchowej i okultystycznej, tak jak to czynią wyznawcy New Age. Hitler był ezoterykiem!
Im więcej czytam o Hitlerze nie czytając jego samego, tym częściej przyłapuję się na tym, że postrzegam go jako "dziecko" Wagnera, które Parsifala wprowadza w czyn. Porzucam jego zbrodniarstwo, żeby zająć się architekturą jego umysłu. Tak, jak Adolf wyprowadzał swój mundur na spacer do kościoła tylko po to, aby podziwiać budowle w dniu urodzin cesarza i z dumą nazywał się wolnomyślicielem, tak ja patrzę na niego, jak na oddanego geniuszowi samouka, który do końca poszukiwał sensu i znalazł w sobie pokłady siły, która pozwoliła mu wypełnić przepowiednie.
Ex libris księgozbioru dorównuje profesurze pochowanej w wiedeńskim świecie nastolatka.

Hassemann M., Religia Hitlera, Warszawa 2011.

12 września 2012

Deszcz milczenia.

Jej Em-i-Gracja We-Wnętrz-Na dokonuje się wtedy, kiedy w obliczu chęci,
wybiera nie-chęć,
a u-czyni-one indywiduum.

Emigrowała. 

Czas na porządki przedłużał się niemiłosiernie. Brak miłosierdzia potęgował poszukiwania, które coraz bardziej ją niecierpliwiły. Zapuszczała się w las zdarzeń tak różnych, że przyprawiały ją o wahania na wietrze.
Podążała intuicyjnie, jej Em.

Wewnętrznie.

We wnętrzu odnalazła polanę chęci, kuszącą tysiącem myśli wielkich do tego stopnia, że horyzont wydawał się być nieosiągalny. Czekała na przełom, na błyskawicę, która od tak zawładnęła niebem konwenansów i mimo zahartowanej obojętności - utrzymała przy sobie jej Grację.

Uczynić.

Na pozór to czyny zdawały się być świadectwem i miarą, jednak każdego dnia odkrywała kolejną, istotną ścieżkę i borykała się mile, stawiając krok za krokiem, w niedużych odstępach. Wybierała starannie, jakby to nie polana miała być punktem odniesienia jej Emigracji.

Indywiduum.

Zamykała oczy najszerzej jak tylko mogła i przecinała niebo konwenansów pewnymi krokami świadomości, które otwierały przed nią świat, o jakim jeszcze nie zdążyła śnić. 
Wybrała. Jej Em-i-Gracja.

Wieczną podróż uczynków indywidualnych, uczynków nie-idealnych.