17 lutego 2014

Bez Powietrza.

Krzysztof Schodowski, Bez tytułu.

Kiedy nie wiem od czego zacząć albo kiedy chcę powiedzieć tak wiele - siadam i bezsensownie patrzę w monitor, a od patrzenia bolą mnie oczy. Od myślenia boli mnie głowa. Od życia boli mnie serce.
Tak wiele chciałabym napisać, tak wiele powiedzieć, ale głos grzęźnie mi w umyśle i nie potrafi wyjść zwycięsko z opresji. Wojowanie milczeniem. Takim mgnieniem nadziejowym głupiego głupca. Obrzydliwie zielonym. Tak bardzo się gubię i tak bardzo próbuję. I próbuję, i gubię i nie rozumiem, choć chcę.

Nie potrafię oddychać, bo Powietrze zamknęło się w opancerzonej szufladzie, do której nie dochodzą żadne krzyki. 
Nie mam siły, by krzyczeć. 
Nie mam siły, by wstać.
Nie mam nawet siły, by upadać. 
Upadki przerażają mnie tak bardzo, że sparaliżowanie ciała paraliżuje umysł, którego być może już nie ma.
Nie potrafię, nie chcę, nie potrafię. Nie uśmiecham się. 
Pływam w goryczy zielonej nadziei i czekam na niebieską stopę, której przypomni się, że przecież nie umiem pływać.
Przecież nie umiem pływać!


12 lutego 2014

Wiesław Rzońca - ludzie i style.


Numer 7 tygodnika "Polityka".
Miał to być wywiad z Wiesławem Rzońcą. 
W praktyce - jest to jak zawsze merytoryczna, jak zawsze ironiczna (jak u Norwida!) i smacznie inteligencka opowieść Profesora.
Nie będę się rozwodzić - powiem tylko: cały Wiesław! Gratuluję! 
Jestem przedumna!

2 lutego 2014

Mickiewicza i Hitlera bunt.

Postrzeganie świata we wcześniejszych epokach, jak również postrzeganie, z którym mamy do czynienia dzisiaj, uzależnione jest od wielu czynników, na które wpływ mamy i na które tego wpływu nie mamy. Ryszard Przybylski postrzega świat romantyków jako maszynę piekielną. Romantyczny bunt określa mianem „wyjątkowo efektownej formy autozagłady człowieka”.
         Bunt jest jedynie pułapką, którą nastawia szydercze przeznaczenie. „Buntownik może żywić przekonanie, że jego działanie zmieni świat lub jest co najmniej jakąś formą moralnego protestu”. Idea ta ziściła się w przypadku dwóch, bez wątpienia wybitnych osobistości, które nigdy nie znikną z szeroko rozumianej kultury polskiej, niemieckiej, europejskiej, a nawet światowej. Adam Mickiewicz żywił przekonanie, że jego działanie jest jakąś formą moralnego protestu. Adolf Hitler żywił przekonanie, że jego działanie zmieni świat. Psychologiczne podobieństwo indywidualizmów obu postaci jest zatem czymś niepodważalnym.
Prof. Wiesław Rzońca - mentor i motor
         Zarówno Mickiewicz, jak i Hitler wpisują się w pewien sposób w koncepcję romantycznego buntownika. „Człowiek ten był powodowany siłami, nad którymi nie mógł w żaden sposób zapanować. (…) Mógł więc być wykonawcą planu Opatrzności lub zamierzeń bliżej nie określonego >>ducha kosmosu<<. Ale w każdym wypadku jego bunt naruszał >>zasadę bytu<<, obrażał los i wprawiał w ten sposób w ruch cały łańcuch wydarzeń”. Mickiewicz i Hitler prezentują podobny model buntu – bunt można by powiedzieć – „profetyczny”. Ich idealistyczne wizje świata są silniejsze od nich samych, stają się wręcz niezależnymi i autonomicznymi jednostkami. Romantyczna indywidualizacja narodu, zbiorowości immanentnie warunkuje ten typ indywidualizmu.
Możemy również zauważyć filologiczne podobieństwo tekstów obu autorów. W Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego Mickiewicz buntuje się przeciwko zaborcom i niesprawiedliwości, jaka dotknęła Polaków. W Mein Kampf Hitler również wszczyna bunt przeciwko „zaborcy”, jakim dla Rzeszy stała się Austria, z żydowskim Wiedniem na czele. Obaj buntują się przeciwko zastanemu porządkowi świata, przedstawiając w swoich dziełach wizję naprawczą, wizję lepszej przyszłości dla narodów. W przypadku naszego Wieszcza – była to wizja idylliczna, która narodowi polskiemu po prostu się należała, w przypadku Führera natomiast - idylla oparta była na określonych zasadach, gwarantujących sukces.
         Przybylski bardzo trafnie zauważa, że świat romantyków to także „wykoncypowana machineria”, która owszem – była tworem wyimaginowanym, ale za to niezwykle ludzkim. „Maszyna romantyków była również dziełem umysłu (…). Była to zaiste piekielna maszyna”. Piekielność maszyny Mickiewicza pokrywa się w tym przypadku z piekielnością Hitlera. Czy masowy morderca mógł być człowiekiem poszukującym sensu? Im bardziej zagłębiam się w postać Adolfa Hitlera, tym bardziej jawi mi się on jako „dziecko” swojego romantycznego mistrza - Ryszarda Wagnera, które Parsifala wprowadza w czyn. Porzucając zbrodniarstwo, do głosu dochodzi architektura umysłu Hitlera, która ze zlepków tradycji duchowej i okultystycznej stworzyła własną religię. Mickiewicz zaś ponad rzeczywistość stawiał ekspresję osobowości i swego rodzaju surrealnej idei, które wpędzały ludzi do buntu.
         Czy porównywanie postaci Adolfa Hitlera z postacią Adama Mickiewicza jest w ogóle zasadne? Czy twierdzeniem zbrodniczym będzie mowa o indywidualizmie typu romantycznego Adolfa Hitlera? Czy Mickiewiczowi można zarzucić piekielność? U Przybylskiego czytamy: „Każdy romantyczny autor to szalony konstruktor, który buduje swą maszynerię tak, jak reżyser buduje swój teatralny świat. Ogromny, oczywiście ogromny. I całkowicie samowolny. Przestraszony chaosem świata, skazujący ludzi na cierpienie i klęskę, autor romantyczny pragnął ocalić wolność w jednej choćby dziedzinie: w dziedzinie tworzenia literatury”.
         Adam Mickiewicz i Adolf Hitler ocalili wolność i stworzyli coś, czego literatura jest zaledwie zalążkiem. Stworzyli „ideę”, która w świadomości ich narodów jest niezniszczalna.

31 stycznia 2014

Peron piąty.


"Zielony to kolor nadziei. Nadzieja matką głupców. Głupota lubi tłum. Tłum nie lubi zbiorowości."

Różnica między tłumem a zbiorowością balansuje na krawędzi społeczności szeroko pojętej i indywidualności pojętej subiektywnie. Nadzieja tłumu karmi głupców tego świata, którzy uparcie wierzą w wyjątkowość jej instancji, jakby mogła być bogoczłowiekiem. I niech im będzie.
Siadam na czarnym, opieram łokcie na białym. Na chwilę zawieszam wzrok na zielonym, bo przełamuje i pieprzy słodkie konwenanse.


Bo moja nadzieja jest Niebieska. 

Uśmiecha się całym sercem i tym uśmiechem upajam się bez reszty. Nie patrzę wtedy w jej oczy, bo zatracam się, jak straceniec absolutny. Jej spojrzeniem upijam się nawet w samotności. W każdej sekundzie czuję na sobie jej wzrok. Głodny i węszący, jakby chciała smakować każdego kawałka mnie, każdego kawałka mojej duszy, każdego słowa, każdej sekundy. Myślą chwytam ją za silne ramię. Badam dłonią, czy to na pewno ona. Zaciskam palce, przejeżdżam opuszkiem wzdłuż i już wiem. Czuję. Czuję nawet we śnie. Rękę - tę, w której moja mieści się w idealnym dopasowaniu - muskam nosem, żeby nozdrza zapamiętały jej zapach na długo. Znam na pamięć każdy fragment skóry, odtwarzam każdy milimetr rzęs, każdy czarny włos - nawet wtedy, kiedy te płatają figle.
Nadzieja pisana i napisana.
Nadzieja nie dla świata, bo świat topi się w zieleni.

Bo moja nadzieja jest tylko Niebieska. 

15 stycznia 2014

Książęce sprawy.



Pewien Książę potrzebuje pomocy.

To naprawdę zacny kawaler, szarmancki, chociaż zdarza mu się być przytulającą przylepą Mamy i Taty. Niech będzie - tulącą albo gryzącą przylepą jest często i za każdym razem wygląda wtedy uroczo.
Kacper wcale nie jest ciekawym świata chłopcem. Kacper jest arcyciekawym świata chłopcem, którego ciekawość może zostać zaspokojona. Każdy z nas może mu w tym pomóc, bo razem się da, bo możemy być wsparciem. Na http://cogryziekacpra.pl/ możecie śledzić każdy dzień Księcia i jego królewskiej Rodziny. Co tak naprawdę go gryzie?






1 stycznia 2014

Mów do mnie jeszcze.

Nie ma tu niczego łatwego.
Każdego dnia jestem o jeden dzień starsza i mam średnio o jedno doświadczenie więcej. Nawet ktoś tak kiepski z matematyki, wie, że przez rok doświadczeń zbiera się trzysta sześćdziesiąt pięć.


W kolejnym roku istnieje szansa wykorzystania tych, które zebraliśmy wcześniej, istnieje szansa zdobycia nowych. Można łączyć, kombinować, próbować, rozdzielać. Kombinacja gębą pełną herbaty.
Wyznaczmy granicę osobowości.
Zaczyna się na czubku głowy, a kończy na stopach? Opływa ciało, pluska się w umyśle, nurkuje w emocjach. Co Ty na to?
Czy granica osobowości równoważy granicę akceptacji?
Czy mając świadomość własnej trudności, własnej doskonałości i niedoskonałości można nie mrugać okiem, można się nie wahać?
Nie waham się, nie mrugam okiem. Tak - jedno otwarte jest bardziej. Być może to w nim mam więcej empatii, a w drugim odrobinę cierpliwości.
Nie waham się, nie mrugam - akceptuję.
Akceptuję, słucham, słyszę, mówię, rozmawiam, jestem.
Czy w przekonywaniu świata o wyjątkowości tego, co dzieje się tu i teraz istnieje jakaś prawidłowość? Czy wyjątkowość to cecha, którą można pokazać?
Nie chce mi się przekonywać świata. Nie chce mi się pokazywać światu.
Lubię słowa. Najbardziej dlatego, że potrafią być wyjątkowe i chwycić mnie za serce, chwytając jednocześnie za rozum. Można nazwać go również intelektem.
Słowa utożsamiam ze wszystkim, czego potrzebuję, ze wszystkim, czego pragnę, ze wszystkim, co mam.

Jesteś słowem, które wymawiam najczęściej.

9 grudnia 2013

Namiastki.

Spośród czterech krzeseł wybierasz to, na którym jesteś każdego dnia. Uśmiechasz się zza monitora, rzucasz żartem, zerkasz, rzucasz. 
A ja łapię. Uśmiecham się, łapię, słucham, uśmiecham, bawię, łapię.

Waham się między zapachem mango, a zapachem półsłodkości. Muskam nosem centymetry uprzednio zbadane, zapamiętane matematycznie doskonale. Nie-winne noce napawają mnie niebieską błogością bycia, ładują baterie koloru, który zdominował tęczę.


Myślisz, że wszystkie niebieskie butelki mają więcej głębi, niż nasze oczy, kiedy są najbardziej niebieskie? 
Czasami brakuje mi słów. Czasami brakuje gestów. Taka jestem niedoskonale niedoskonała.

Wiesz, jaki piasek mam w klepsydrze?
Piasek, który jest "pięknem i czasem", Zegarmistrzu.
Nasze kolejne trzy minuty.


18 listopada 2013

Happysad.

Podświadomość to figlarka, która płata raz po raz kolejny dysonans. Nie pyta o pozwolenie i nie puka do drzwi. Niezapowiedziana, niechciana, bezczelnie przekracza próg, siada w najwygodniejszym fotelu i sieje przeraźliwy niepokój, którego nie sposób się pozbyć.
Nie zrobię więcej zdjęć. Nie widzę Cię. Nie wiem. Boję się.


Może to ten deszcz, może przez tę mgłę, ale w każdej twarzy ciągle widzę Cię.

Kiedy marzną dłonie, ogrzewają je Twoje dłonie.
Kiedy marzną stopy, ogrzewają je Twoje skarpety.
Kiedy marznie serce, wzrok staje się coraz bardziej pusty, coraz bardziej ciemny, a twarz kamienieje drżeniem podbródka. 
Najtrudniej zapanować nad ściśniętym gardłem, wyrównać oddech, przywdziać urok osobisty z uśmiechem, którego przecież nie ma, który padł i krwawi niebieską krwią proletariusza.
Oby się tylko nie wykrwawił.
Może to przez szaro-bure Niebo, a może przez czerwoną rewolucję emocjonalną.
Nasz Kraków pachnie mlekiem z mydlanymi bańkami. Nasz Kraków spaceruje błogim tempem Pielgrzyma.
Niech Kraków uwierzy, że...
Widzę Cię. To przecież właśnie Grzech.

4 listopada 2013

Dobre rady, rady lepsze.


Wyznaczniki wyznaczają wiele wartości. Być może dlatego, że wszystkie zaczynają się od "wu", a może dlatego, że zamysł wartościowania skupia się na swego rodzaju aksjomatach.
Ile potrzeba do szczęścia?
Trzynaście lat? Trzynaście związków? Trzy w dwa? Dwa w trzy?
Nie wiem. Ciągle kiepsko u mnie z matematyką.
Czy rozgrzesza mnie nieczystość czystości? Przykazania i zakazania przetarte chustą z Twoją podobizną?
Nie wiem. Ciągle szukam samorozgrzeszenia.
Czy racjonalne tłumaczenie pociąga za sobą sens, którego warto szukać, za którym warto podążać?
Jak racjonalnie zaszufladkować miłość? Jak zmieścić ją w szufladzie, w której ciężko znaleźć cokolwiek, a mimo to ma się tę pewność, że właśnie ta szuflada jest najbezpieczniejszym miejscem na ziemi?
Nie wytłumaczysz. Nie zaszufladkujesz. Nie trzeba.
Zawsze bawił mnie czas - czas, czas, czekanie i oczekiwania. Dzisiaj kajam się przed nim i zwracam należne mu resztki honoru. Może będzie ich jeszcze kiedyś potrzebował, a może mnie przyda się lepsza z nim komitywa. 
Interesowność czy zapobiegliwość?
Nie wiem.
Szczęście ma imię. 
Kosztuje jeden uśmiech. Jedno spojrzenie. Bez wymuszeń, bez próśb i błagań.
Dobra wola Grzechu. Lepsza wola piekieł.

14 października 2013

Za rękę hę, hę.

Urodzenie pociąga za sobą pełną prawidłowość funkcjonowania, której nie da się udusić, nie da się utopić, nie da się zapomnieć. Jesień daje nowe życie, które muskam kobiecą dłonią. Od tej pory zwracam uwagę na dłonie. Na życie też zwracam uwagę.
Jak bardzo milion może być milionem, kiedy milion i jeden to już nie to samo?


Ciągle nie mogę pozbyć się bez-trosk-(o, Twój wołacz!)-i-jego uśmiechu!
Wyglądam jak mój Adolf?
Buty, płaszcz, brakuje mi szpicruty. Pytanie?
Doczepiam wąsy, potykam się o kamień, którego być może tam nie było i być może macham wtedy ręką w niemieckim, spolszczonym do granic niemieckości pozdrowieniu.
A jezioro mieni się w słońcu, jakiego tej jesieni już nikt nie zobaczy, a las pachnie wiatrem, las pachnie mchem. 
Pachnę Niebieskim. Pachnę moim Niebieskim-zielonookim, patrząc niebieskim zielonym okiem. Nawet siniaki najpierw robią się niebieskie, a potem zielenieją z zazdrości. 
A poniedziałek jest tak bardzo po niedzieli, że zdarza mu się zdrzemnąć.



10 października 2013

Mru mru.


Patrzę Im prosto w oczy, bo nie mogę uwierzyć, że każdego dnia uśmiechają się tak samo.
Uśmiechają się beztrosko, jakby północna bryza rozwiała zwyczajową szarość, zastępując ją niebieskim butelkowym albo niebieskim niebiańskim.
Szukam celu, stukam w klawisze, szukam celu, stukam w klawisze, szukam, stukam, szukam, stukam, czekam.
Ile kosztuje kilogram stabilizacji? 
Stosunek szarości do niebieskiego wynosi osiem do dwóch. Rozbiegane osiem i mocne dwa.
Osiem grzechów głównych i dwa piekielne.


Można schodzić do Piekła parami? Można schodzić do Piekła na stopach? Czy Piekło może być niebieskie?
Owijam wokół palca wzrok, którego łaknę nawet z zamkniętymi nozdrzami. Patrzę na zapach i milimetr po milimetrze muskam nosem ramię dopasowane idealnie.
Wierzę w dopasowanie, bo mruczę o poranku.
W dopasowanie wierzę przeznaczone.
Twarz z milionem emocji potrzebuje głowy z milionem myśli.
Umowa?

30 września 2013

Jenny zabija skarpety.


Lubię chodzić na palcach. 
Jednostajnie albo wręcz przeciwnie. 
Tupię zdecydowanie smukłymi niby-szpilkami, których przecież nie ma. Chodnikowe połączenia przeszkód, kratki, wycieraczki - to zmowa milczenia i złośliwości rzeczy martwych.
Lubię bose oczy utkwione w punkcie kulminacyjnym, który kulminuje środkowe początki. Może to powieka, a może źrenica. A może ciągle stopy?

Indywidualistki, indywidualiści.
Nie liczą kroków i kroczków.
Najchętniej łączą się w pary.
Dopasowują się od tak i ot tak.
Mimochodem albo mimopędem.

Wiesz kiedy chód ma sens?
Wtedy, kiedy jest jednostajnie oddany.


Zamykam oczy i widzę bose stopy Pielgrzymów, które mógłby palić gorący asfalt. 
Bose stopy Pielgrzymów, masowane przybrzeżną zielenią głupców.
Stopy biegające, skaczące, czekające by dotrzymać kroku.
Stopy kroczące beztrosko.

Bosa stopo Forresta, przytulam Cię bosą stopą.
Jenny.

27 września 2013

Że się boi jak ja.

Siedzę z duszą na ramieniu. 
Bywa naprawdę ciężka i miewa humory. Może huśtawki. 
Czuję, że gdybym była duszą, uwielbiałabym się huśtać. 
Krok do przodu. Krok w tył. Krok do przodu. Krok w tył. 
Krok do przodu!
Wyrzekam się tego, co niewygodne i tego, co trudniejsze niż się wydawało.
Mierzę się centymetrem z historią napisaną opuszkami palców i za każdym razem milimetry nie są sobie równe. Jestem życiowym tchórzem? A może ciągle mam problem z matematyką? 
Nieustanne mierzenie. Ze sprawami.
Nieustanne ważenie. Słów.
Nieustanne liczenie. Na siebie. 
Nieustanne mnożenie. Przeciwności.
Podobno minus i minus daje plus. To bez sensu. Minus i minus to wielka pustka. To brak, jaki doskwiera matematycznie i spotęgowanie. Wrzesień minusów. Zakończmy wrzesień, zakopmy go lub spalmy w Piekle.
Październik zaczyna się od wtorku, wiesz?
Będę liczyć dla Ciebie wtorki.
Od wtorku uwielbiam wtorki. 



Patrzę prosto w Twoje oczy.
Najbardziej niebieskie są wtedy, kiedy niebiesko dzieje się dookoła. 
Patrzę we wtorek, w czwartek i w piątek. Lubię je, choć nigdy nie wiem, który z miliona kolorów akurat przez nie przemawia. 
Moje są zielone, głupio zielone. Bywają szare. Czasem niebieskie.
Mogą być niebieskie?

12 września 2013

Oswajanie.

Kiedy szuflada wydaje się za mała, ciężko zaszufladkować w niej coś jeszcze.
Nieopatrznie można zgnieść, przycisnąć, przyciąć coś. 
Można też przycisnąć kolejny raz i kolejny. Można żałować, jeśli na zgniecionej, przyciśniętej i przyciętej zależało. Może nie zależeć.
Szuflady mają to do siebie, że nie potrafią się rozrastać.
Wczoraj w Niebieskiej szufladzie mieściła się Jenny. 
Dzisiaj szuflada jest zamknięta.

Krzysztof Schodowski, Oswajanie

Krok po kroku, małe stopy próbują dogonić większe. Czasami małe tak się zapędzają, że gubią się i tracą większe z pola widzenia. Wtedy, całkiem same, szukają śladów, które doprowadzą je do bezpiecznej przystani, szukają większych. Ciągle nie umieją pływać. Oddycha im się coraz ciężej?
Nie oddycha się. Umierają.


Oswajanie jest trudne, bo strach jest paraliżujący.



Oswajanie dzieje się wtedy, kiedy bierzesz do rąk drugie ręce, kiedy patrzysz oczami w drugie oczy i kiedy widzisz w nich strach, który drugim rękom każe uciekać, a jednak nadal są blisko.

Drugie ręce to wiele kosztuje. Moje ręce też. 
Kiedy ręce przekonają się, że dotyk nie sprawia bólu, że idealne dopasowanie jest idealnym dopasowaniem, zaczynają się oswajać.
Moje ręce ciągle się uczą, żeby nie spłoszyć żadnego palca, żadnego rozchwianego emocjonalnie włosa. 
Moje ręce są takie nieidealne.
Są takie, jakie widzisz.

5 września 2013

Świat wypadł mi z rąk.

Nie można zabierać komuś powietrza. 
Nie można zabierać komuś powietrza, które się podarowało, którym też się oddychało, które było naprawdę.
Wiesz jaki to ból? Jakby każdy Niebieski dzień był czarny. Jakby Niebieskie myśli stawały się czarne, jak burzowa noc. 
Boję się burzy.  Bardzo boję się burzy. 
Nie mam czym oddychać. Powietrze dusi się moją obecnością, bierze ze swojej sfatygowanej szuflady wielki nóż i odcina cząstki mojego ciała tylko po to, żeby wyrzucenie mnie z niej było prostsze. 
Przecież masz do poukładania całe biurko. Całe biurko. Jedna szuflada to zbyt wiele? 
Mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Może milion. Milion bez Powietrza nie istnieje.

"Jenny, mam na imię Jenny.  Może to coś zmieni?" - tak śpiewała Edyta. Lubisz ją. Ja też ją lubię.
Chociaż Jenny robiła WSZYSTKO, by zniknąć - Forrest po prostu był obok. Kochał ją bezwarunkowo, jak bezwarunkowa jest miłość.
Jego dziewięćdziesiąt procent i jej dziesięć procent - zaangażowania. Bez licytacji, bez honoru.
Nie ma honoru. Nie ma licytacji. 
Gdzie jest akceptacja?



Jesteś jak Jenny. Emocjonalnym alkoholikiem. 
Forrest wyleczył Jenny. Oboje chcieli.